3 grudnia 2008

Z rozmyślań przy...

Źle mi jest! Jakieś nerwy i emocje. W sumie się nie dziwię :)
Przygotowania zasuwają, ja popołudnia przesypiam.
Coraz bardziej tęsknię za Andinkiem.
Czeka mnie wielka zmiana życiowa. A czasami wydaje mi się, że jestem malym dzieckiem.
Że sobie nie poradzę. Że to mną się trzeba opiekować.
Mam jednak w sobie też pokłady spokoju, które pomagają odrzucić złe myśli.
Wiem, że jestem z miłością mojego życia. Że wszystkie wydarzenia, czasami naprawdę trudne, prowadziły właśnie do tej sytuacji.
Kurde, warto czekać na rycerza na białym koniu :)

2 grudnia 2008

W oczekiwaniu na...

Czekam na ten czas nicnierobienia. Słucham w pracy Last.fm. Wpisałam "Hey", przypomniałam sobie mój ukochany zespół młodości. Otworzyłam tę szufladkę po niezwykłym koncercie akustycznym. Kasia w szpilkach, lira korbowa, przedstawienie, zasłuchanie..
I teraz śpiewa sobie Maria Peszek, a ja czekam na te chwile myślenia, czytania, zawieszenia.
Zacznę w lutym chodzić na jogę. Będę robić obiadki. Będę blogować regularnie.
Bo ta Warszawa nie musi być złem koniecznym.

24 listopada 2008

Weekend prorodzinny

Tośmy się dowiedzieli. Grzeszne dzieci z nas :) Nauki przedmałżeńskie nie są jednak tym, czym mi się wydawały. Tzw. wywiad uprzedni dosyć mocno wyrysował ich obraz w mojej głowie. Spodziewałam się dewotek machających różańcami nad głową, księży terrorystów i innych scen dantejskich. A tu - miło, zabawnie, całkiem logicznie.
Metody naturalnego planowania rodziny wywołują dziś ironiczne uśmiechy na twarzach wyedukowanej młodzieży.
Ja dowiedziałam się jednak bardzo dużo - zrozumiałam, że nie trzeba przecież od razu ich stosować, można się zastanowić, przemyśleć argumenty za i przeciw.
Daleko mi do fanatyzmu religijnego, daleko mi nawet do wypełniania katolickich powinności, wkurza mnie jednak, że w czasach wolności nie pozwala się na prawdziwą wolność, a osoby, które wybierają inaczej niż ogół skazywane są na uśmiechy politowania.

Podczas tego fascynującego weekendu cały czas byłam szczęśliwa - moim mężem będzie ktoś, kogo naprawdę kocham i jestem z niego dumna. Aż się wzruszyłam teraz :)

No i nauczyliśmy się w godzinę walca angielskiego, a 2 na 1 wciąż jest dla nas sztuką magiczną i nierealną do wykonania. Pozostaje nam trening - tylko kiedy? Czasu coraz mniej do godziny 0.

20 listopada 2008

Hurrrra!

I się wyjaśniło :)
I świat się uśmiecha.
Czuję się jak na karuzeli, wszystko dzieje się tak szybko.
Czasami mnie aż mdli :)

Czasami jest tak, że nie potrafimy podjąć decyzji, wtedy los bierze sprawy w swoje łapy i układa po swojemu. A my się cieszymy, że tak się stało.
Mam w sobie morze miłości :)

Feminka się zepsuła, bo smutek odleciał :)

Kurde, która to już usmiechnięta buźka? Nie mogę się powstrzymać :):):):):):)

14 listopada 2008

Czekam

Niedobrze mi z nerwów. Od kilku dni się budzę o 4 rano. I męczę się, myślę, usiłuję zasnąć.
Jeszcze tylko 2 godziny. I się uprawomocni ta wyrocznia. I motyle się obudzą. I polecą. A ja będę szła z uśmiechem dookoła głowy.

6 listopada 2008

Battery low

Zero energii. Zasypiam zmęczona, budzę się zmęczona.
Zero inwencji, zapału, ekscytacji.
Myśli i smutki i jesień i ból głowy.
To chyba przez ósemki, co mnie atakują.
Albo przez taką porę roku niesprzyjającą.
Mój kot terroryzuje mnie o tuńczyka. Jak chodzi, kołyszą mu się boki.
Nie rozumie, że otyłość, nadwaga, obciążenie serca.
Nie rozumie, że z miłości mu nie daję smakołyków.
Założyłam bloga "profesjonalnego" - choć tak ciężko mi realizować jakiekolwiek plany.
Idę dziś do kina na "33 sceny z życia". Zapewne się dobiję i umrę na kinowym krześle.
I mnie wyrzucą do kosza.
Albo zjedzą, nie wiem.

27 października 2008

Bolą mnie plecy

Jak w tytule. Jestem skostniała i zmarmurowana. Królewna z drewna.
Dzisiaj mi było smutno znowu. Gdzie jesteś kochana Pewności Siebie. Dlaczego ode mnie odeszłaś?
Czuję się czasami jak pyłek, jak cząsteczka kurzu.
Mam w swoim otoczeniu kilka niemiłych osób. To one odbierają energię i wiarę w siebie.
I niestety nie da się od nich uciec. Zresztą - dlaczego ja miałabym uciekać. Może czas wziąć się w garść, samodzielnie kopnąć się w dupę i powiedzieć do lustra "jesteś wspaniała".
Ale niestety to nie jest łatwe.
Nie jest.

22 października 2008

Olaboga!

Ależ heca niesłychana! Feminka była zniknęła na tak długo! Ale mam wytłumaczenie i je nawet zilustruję. Warszaffski wcale nie jest deszcz, tylko relaks, chill out i uśmiechanie.
Pa robaki i kury. Buziaki.




2 października 2008

Piosenka pseudomaterialistyczna

Euro daj mi miły,
daj mi miły Euro.
Nie do portfelika,
lecz na wizytówkę.

1 października 2008

Dzieciaki

Cały dzień siedzę w pracy i śmieję się do monitora. No bo czy można się powstrzymać przed uśmiechem, jeśli czyta się taki wpis? Chciałabym mieć dziecko, to naprawdę musi być fascynujące. Rodzicielstwo może być piękne również mimo trudności, które spotykają mamę Nulki - Ewę. Czytam tego bloga i odzyskuję siłę. Ta kobieta realizuje misję - pokazuje, że niepełnosprawność i choroba nie muszą determinować ludzkiego życia jako pasma smutków.

No i sprawa nr dwa. Czy ktoś mógłby mnie wreszcie kopnąć w tyłek, żebym zaczęła realizować swoje plany? Bo kurde nic nie robię.

30 września 2008

O feminkowym blogowaniu

Zainspirowałam się byłam wpisem Basi i rozmową z Karolajną (na temat powodów umieszczania linku do feminkowego bloga w przestrzeni pozaintymnej, pozaprzyjacielskiej).
Tworząc Feminkę myślałam, że nikt poza mną i najbardziej bliskimi osobami nie będzie go czytał.
Ale jakoś tak zmieniłam zdanie. Jestem trochę internetową ekshibicjonistką.
Myślę też, że czasami pewne osoby mają o mnie mylne wyobrażenie - blog to pokazanie siebie, powiedzenie: oto ja, taka właśnie jestem.
Ostatnim powodem mojego blogowania jest nieumiejetność ogarnięcia myślami tego, co dzieje się wokół mnie. Zbyt często zatapiam się i zawieszam w rozmyślaniach. Nie umiem odnaleźć perspektywy i oddalenia, nie umiem spojrzeć na wszystko racjonalnym okiem z boku.
Dlatego potrzebuję urlopu. Dlatego jadę do Andiego na tydzień.

Muszę poukładać te puzzle w mózgu. I zdobyć energię na walkę z zimą.

25 września 2008

Hurej Hurej

Droga Katarzyno,
25 lat minęło jak jeden dzień.
Życzę Ci, żebyś była szczęśliwa, żebyś nie zapominała o ideałach.
Żebyś szła przed siebie z uśmiechem, żebyć potrafiła skupić się na tym, co jest naprawdę ważne.
No dobra, koniec farmazonów.
Życzę Ci zdrowia, miłości i kasy :)
Uwielbiam Cię, bo jesteś mądra i ładna.
Twoja Katarzyna

PS Niestety jesteś już starą rura

22 września 2008

Sokowirówka działa

No dzisiaj to na serio jestem podjarana :)
Od samego rana, a nawet od nocy [uprzedzam domysły - byłam sama z kotem nieodłącznym].
Wczoraj ostatecznie zamknęłam drzwi poprzedniego mieszkania. Samodzielnie wniosłam i zniosłam pozostałe graty [policzyłam i wyszło ponad 1000 stopni]. Zakwasy miło przypominają mi o tym, że mam jakieś mięso na sobie.
I poczułam się jak w domu. Wreszcie, nareszcie. Sprzyja temu też aura. Mieszkanie stało się miejscem odciętym od zewnętrza. Zamknięte drzwi balkonowe i kuweta wniesiona do środka. Ciepło, światło.
Wracając, dzisiaj od rana jest we mnie energia. I uśmiech. Bo planujemy biznesy z Karolajną i Wojtkiem. Bo mam Andiego.
No tak się nasycam tym faktem, że aż się uśmiecham głupkowato za moim zakurzonym hapekiem.
To jest wspaniałe wiedzieć, że się kogoś kocha. I to kocha z całych sił. Dzisiaj mija 4 miesiąc od naszego zetknięcia tokajskiego :)
W pracy jakoś leniwie dzisiaj. Popisałam, porobiłam. Myślę już o urodzinach. Strasznie fajnie będzie się spotkać z emigracją warszawską, ex-studentkami i całą resztą znajomości.

Pozdro.
:D

Aha - na szkoleniu ostatnio powiedziałam, że jestem jak sokowirówka - bo z wielkim hukiem i niezliczonymi procesami czynię rzeczy wartościowe. Tak sobie egocentrycznie pojechałam, a co!

15 września 2008

Dzieciństwo pod umywalką

Byłam w domu. Z mamą. Cały weekend.
W domu czuję się nadal jak u siebie, jednak wspomnienia, które się z nim wiążą, przychodzą rzadko - bardziej się skupiam na braku kasy i analizowaniu z mamą niezwykle ważnych plotkarskich kwestii.
A wczoraj postanowiłam wyprzedzić brata w kolejce do łazienki i szybko umyć głowę. I jak tak stałam pochylona nad wanną, popatrzyłam na umywalkę, na jej ukrytą przed codziennym spojrzeniem spodnią część.
I uderzyło mnie wtedy to wszystko - ciepło, śmiech, zapach racuchów, bajka wrzeszcząca z telewizora, klocki LEGO sprawnie układane w superpojazdy przez brata.
Moje dzieciństwo, które uczyniło ze mnie tą 25-letnią kobietę, jaką jestem dziś [no dobra, będę 25 września].
Moje dzieciństwo, które kojarzy mi się ze szczęściem.

A za oknami lodowato. I tylko marzę o tygodniu nicnierobienia w cieplutkim łóżeczku z panem A.


Aha - kwestia zawodowa się była rozwiązała pozytywnie.

4 września 2008

AUA

Zabolało mnie strasznie.
Nic. Nie ma nic.
Mam tylko wory pod oczami od płaczu i megamigrenę, i mi zaraz wypadną oczy na tą klawiaturę.
I przyjdzie kot i się zacznie nimi bawić.
I wleci komar i mnie zabije przyssawką.
Nie umiem tak. Nie umiem żyć w świecie niemiłych ludzi.
I internetowych skurwysynów, którzy tylko czekają, jakby komuś dojebać. Anonimowe małe chujki.
Kurwa.

31 sierpnia 2008

Traktat o przyjaźni

Jak to jest z tymi przyjaciółmi? Poznajemy różne osoby w różnych okresach naszego życia. Najpierw gramy z nimi w gumę i krzyczymy, że oszukują, ale i tak uważamy, że są fajni. Potem zaczyna się rywalizacja - kto z kim tańczy na dyskotece szkolnej, kto ma lepsze buty. A potem wielkie megaprzyjaźnie licealne. Rozkładanie świata na czynniki pierwsze przy trunkach mało-, średnio- i wielkoprocentowych. Studia to naprawdę fajny czas świadomego wyboru znajomych. Ale potem zaczyna się tzw. lajf. No i w pracy przyjaźń to zjawisko mało popularne. Poprzednia praca była pod tym względem inna - wszyscy starali się nazywać firmę rodzinną, pełną wartości i kochających się przyjaciół. Skończyło się wielkim skurwysyństwem. Ale w tamtej firmie poznałam dwoje bardzo bliskich mi ludzi, za którymi teraz tęsknię. Bo przyjaźń w pracy jest możliwa i nie potrzebuje sztucznych deklaracji.

18 sierpnia 2008

Szmutno

Puste mieszkanie. Zgaszone wszystkie światła. Ósma. Lato.
Laptop razi mnie w oczy. Boli mnie głowa.
Leżę w łóżku i topię się w myślach.
Kot chyba też jakiś nostalgiczny jest. Zrobił trochę bajzlu, zabił ze dwie muchy.
Zrobiłam angielski, wypiłam zioła.
Nie mam kasy, męczy mnie to. Przecież pracuję cały miesiąc. Mam fajową pracę.
A tu jednak jakoś wszystko jest nieogarnięte.
Odliczam dni do wypłaty, a to jest złe. Bo ja powinnam chłonąć to lato, które mija.
Wdychać ciepłe powietrze. Uśmiechać się do słońca.
Brakuje mi Ciebie, Andi.
Jesteś dla mnie najważniejszy i coraz trudniej mi bez Ciebie żyć.

Flunk - On My Balcony

15 sierpnia 2008

Spokój

Leżę w łóżku, a obok śpi ona... to nie teks piosenki, to Magdunia cichutko śpi obok mnie. Czuję, jak pachnie. Jak jest cieplutka. Kot ułożył się obok stóp. Cicho gra radio, nostalgią gra.
Chciałabym mieć dziecko.
Tęsknię do Andiego.
Jutro dzień rozrywkowy kolorowy.
A teraz już cicho sza...

12 sierpnia 2008

Help me, Cosmia..

Cosmia mnie wciągnęła.
Dzisiaj smutny dzień, gdybym powiedziała "jesajdu", dzisiaj byłaby rocznica mojego ślubu.
Nie żałuję.
Ale rok 2007 był zbyt poplątany, by mógł stać się obojętnym.
Jestem w Cosmii.
Posłuchajcie jej.
Słyszycie, wzywa nas..

5 sierpnia 2008

Nic

Czasami Feminka budzi się z paniką zaciśniętą wokół szyi. Było tak często w strasznym 2007 roku. Kiedy poznała smak zakazanego związku i dowiedziała się, że można umierać z "miłości" - cudzysłów z perspektywy roku 2008 wydaje się bardzo uzasadniony.
No i ostatnio też tak mam.
Ale dlaczego?
Bije mnie w głowę taka myśl nieskomplikowana. Takie dwie cyferki. 2 i 5.
Ćwierć wieku.
Bo zawsze myślałam o życiu w perspektywie tego czasu, którego mamy tak naprawdę zajebiście mało. I teraz jest taka chwila, że życie moje to praca i dom. Bo imprezy bez Andiego jakoś kusząco nie wypadają. Spodziewałam się cudów po tej przeprowadzce. A tak naprawdę potrzebuję nowego etapu życia. Nie wiem, czy Warszawa będzie ok. Jest tam kilka znajomych osób. Jest Karolajna. Jest Wojtek. No i byłabym z Andim naprawdę. Budziłabym się codziennie obok niego. Pewnie przegnałby gdzieś tą panikę.
Mam takie czarne myśli, że jestem już na serio dorosła. Że w ogóle wszystko i tak nie ma sensu. Bo zdechnę jak każdy.
Powinnam się cieszyć - wracam do dziennikarstwa. Samo się tak fajnie poukładało. Ech. Sama nie wiem, czego ja chcę. Dlaczego boli mnie teraz serce i chce mi się płakać...

29 lipca 2008

Szaleństwo

Cały kraj gra w totka. No to Feminka też zagrała, mama, tata, Andi, tylko kot nie zagrał. Ale pewnie by zagrał, tylko akurat wysysał środek z ćmy.
No i dupa zbita, nici z milionów, charytatywnych szaleństw i wycieczek dookoła świata.
A może to i dobrze. W końcu mogłabym umrzeć na przykład w sklepie obuwniczym z przymierzania bucików. A tak - żyję i mam się całkiem dobrze. Chociaż oczywiście nie byłabym sobą, gdyby czasem smutek mnie nie atakował złowieszczo. Jest kilka powodów do smutku Feminki.
Bo z jednej strony wiem, że jestem bardzo silna, a czasami mam tak, że zabija mnie wiatr na ulicy.

22 lipca 2008

Ciało

Jestem w pracy. Boli mnie brzuch. Ostatnio przecierpiałam męki chrystusowe.
Karolina w ciąży. Ukłuło mnie w serce. Bo ja też bym chciała. Bo byłoby fajnie.
Mam 25 lat [no dobra, we wrześniu], mam też lekki chaos w życiu, ale z tego nigdy się nie wyplątam. Moja mama chyba się boi o to, czy przypadkiem nie zapomnę robić dziecku śniadań. Tak sobie marzę i planuję, że wszystko będzie ok. Że się ogarnę i nasze rodzinne życie się uda wspaniale. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy popatrzę na maleńkiego człowieka, który powstanie ze mnie [m.in. :)] - to musi być jedna z najbardziej niesamowitych życiowych chwil.
Co do ciała - tak mało ostatnio o nim myślę, nie chodzę regularnie na jogę i chyba się obraziło.
Ludzie w ogóle je zaniedbują. Nie dają sobie sami przyjemności, chyba dotyczy to wszystkich obszarów życia. No bo dlaczego nie poleżeć sobie na trawce przez godzinę nie robiąc NIC? Dlaczego nie włączyć muzyki i skupić się na wspaniałym zapachu kadzidełka? Dlaczego nie powiedzieć współtowarzyszowi życia, żeby nas pogłaskał po głowie/pleckach/nodze?
Życie to nie tylko zapierdol w jakimś celu. Są też chwile bez celu, chwile zawieszenia, kontemplacji. I jedna ważna rzecz - należy wykopać z głowy wyrzuty sumienia na rzecz marzeń i wyobrażeń o rzeczach magicznych i niesamowitych :)

8 lipca 2008

Zakręty

Bajka. Naprawdę.
Weekend był przyklejony, przyszyty.
A wczoraj chyba nadszedł wreszcie ten moment - uwolnienie od przeszłości. Jakoś tak mam więcej przestrzeni w płucach. Musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, żeby zamknąć drzwi za sobą.
Przekręcić klucz i go wyrzucić.
Czuję, że nadszedł czas na jakieś działanie. Na książkę, basen, cokolwiek. Gdzieś muszę tą energię przetworzyć, w coś ją zamienić.
Dziwne, ale ostatnio mnie nachodzi myśl, że wciąż szukam mojej tożsamości, że nie wiem do końca kim jestem, kim chciałabym być. A może tak będzie do końca? Może tego się nie dowiadujemy. Tylko jak już nas nie ma - inne osoby mają nasz obraz w głowie. I mówią, że ona była wampirzycą np. Albo była chodzącą dobrocią. Albo on był. Bo On jest. Ja już wiem, że On taki jest.

30 czerwca 2008

[zga]Gadka

Odespana podróż do Wawy, więc zasiadam i zapisywuję i przemyśliwam. Andi przyjechał na dworzec. Pierwszy raz mężczyzna [mój] się tak stara. Aż cały czas to do mnie nie dociera. Chociaż ostatnio wiele rzeczy do mnie nie dociera. Czuję się jakaś zawieszona w niebycie..
Zasypiając myślałam sobie o imprezowaniu, o etapie studenckiego życia, który przeminął. Co innego jest dla mnie celem [właściwie cele się pojawiły]. Mam ochotę tańczyć, pić i wrócić rano z zachrypniętym gardłem.

Nie chcę być daleko od Andiego. Chcę z nim spać, jeść, kupować chleb i worki na śmieci.
Chcę się oprzeć na jego silnym ramieniu.. Chyba mnie jakieś smutki ostatnio dopadają. Pomagają im smutne piosenki.
No nic - taka Feminki natura.
Zastanawiałam się dzisiaj, czy chcę żyć, być w Warszawie. Kiedy jestem w Krakowie wydaje mi się, że to naturalny kolejny etap, jak jestem tam wydaje mi się, że to mi niepotrzebne. Że życie powinno być miłe i łagodne. Sama już nie wiem.

Ten blog się na serio zmienia w sentymentalno-introwertyczno-depresyjny bełkot.

Do dupy jak zwykle.
Pozdro i aloha. I ariwederczi.

PS Piecze mnie przełyk, to takie niekobiece mieć zgagę :) Chociaż mogłam powiedzieć tak jak tata - pali mnie rura [hehehe]

28 czerwca 2008

Beleco

Weekend jest rodzinny. Ostatnio zupełnie nie miałam czasu na przyjazd do domu rodziców. Do dziadków, do dziewczynek. Stęskniłam się za nimi - za ich radością, sprzeczkami, samonapełniającymi się magazynami energii. Jestem zmęczona, tęsknię..
Nie wiem, co mam tutaj napisać, zamykają mi się oczy. Napiszę dobranoc.
Ten blog jest bez sensu i do dupy.
:)
Pozdro.

24 czerwca 2008

Tak nie Moszna

Wesele było w s p a n i a ł e. Karolinka śliczna, pałac, żarełko, zespół, mniam mniam.
Andi śliczny, cudowny. Po weselu zapragnęliśmy czilałtu w Zamku w [ekhm] Mosznej.
Wszystko cudne, zamek niebywale zachwycająco BradoPitowoAndżelinowy. W drodze powrotnej napadła na nas jednak Przygoda. I urwała coś tam magicznego, co silnik trzyma w ryzach. No i pan mechanik z oddechem pełnym promili zakomunikował, że zakład samochodowej opieki zdrowotnej otawrty dopiero rano. Czytaj: jesteśmy udupieni na noc. Po wyczerpujących poszukiwaniach trafiliśmy do stadniny, gdzie niezwykle miły pan cały czas starał się, by niczego nam nie brakowało.
Muszę przyznać, że strasznie z powodu przymusowego urlopu nie cierpieliśmy -bezcenna jest przecież kolacja w postaci piwa i paluszków na dziedzińcu zamkowym i przy odgłosach zwierząt wielce zastanawiających. A może to wszystko nie stało się przypadkowo? Może to sam palec Boży pokierował tymi wydarzeniami? Na te i inne pytania odpowie czas. Na razie mam stres niesamowity, bo portfel pusty, kot głodny, ja wycieńczona. Jak ja sobie dam radę w życiu?
Andi och ach!

19 czerwca 2008

Normalka

Dzisiaj dzień minął szybko - powinien się był wlec, jak na każdy dzień poprzedzający przystoi. Jutro mój Andi. Jestem totalnie nieogarnięta. Moje ciało, które na weselu ma lśnić i kusić wygląda hmmm ZWYCZAJNIE [to bardzo oszczędne w słowie słowo]. No i co tu począć? Kiedy usiadłam byłam przy stole w kuchni i się nie mogę odkleić.. Radio komercją kołysze mnie do snu. Trzy godziny u fryzjera również wyssały energię z mojej małej bateryjki.
Kupiłam dwie książki - Porno [druga część Trainspotting] i Historię pocałunku. Jakoś tak mi samo wyszo erotycznie.
Mam wyrzuty sumienia, że nie mogę w moim blogu napisać czegoś zachwycającego, tragikomicznego, niezwykłego, ale niestety tak mi minął dzień po prostu. Zwyczajnie.
Idę prasować, ululam się i zasnę na desce,

16 czerwca 2008

Uśmiech w oku

Ech, jak dzieci.. Faceci są jak małe dzieci, które walczą o resoraki. Jak resorak wiernie się kurzy na półce, to mają go gdzieś - jest bo jest. Nie chuchają, nie dmuchają, nie interesują się nic a nic. A wystarczy tylko jak kolega piegowaty zainteresuje się samochodzikiem, czerwona lampka zapala się we łbie i syrena alarmowa zaczyna wyć. I jak Feminka leżała nieużywana w kącie, to wszyscy mieli ją w dupie, a jak Feminka zakochana, to od razu zmasowany atak na jej osobowość.

W Opolu było bosko. Karolajna pańszczyźniany wieczór odbębniła, Feminka się zamyśliła nad etapem życiowym co się do niej też dobiera. Na koniec nieplanowane wojaże z Madzią, bo sknery z nas cholerne i ten bilet weekendowy trza było na maksa wykorzystać. A na ostatek boski Ryś Rynkowski i inne takie gwiazdy i gwiazdutki.

A Andi jest kochany :D

14 czerwca 2008

Zapomniałam dać tytuł, ale się byłam zreflektowałam

Dzisiaj w pracy dostałam megamaila od Andiego. Mail zupełnie niezwykły, bo opisujący detale życiowe, co Andi je ma w swym życiu [lub miewa]. Że lubi truskawki i pastę fresh. No i ja mu odpisałam i potem stwierdziłam, że jednak moje życie nie jest takie puste i mogę na zawołanie wyprodukować maila o sobie. Że lubię jak ktoś mi suszy włosy i całować psa w łeb też lubię. I takie inne detale.
A potem wieczorem obejrzałam z Łukaszem współmieszkaczem film Once i mi się zrobiło tak miło i smutno zarazem, że to nie z Andim oglądam i jadłam Smakiję czekoladową i chciałam Andiemu dać nawet jedną łyżeczkę. No nic, przeżyję ten tydzień. Ale się zakochałam, zabujałam! Nawet naszy-kaszy nie oszczędziłam i podrasowany paintem portret kochanków zamieściłam. Poza tym W. się był opisał, że kocha. No nic, kocha nie kocha. Smutno, ale past.
Jutro do Karolajny panieński żal zapić. A że w Opolu gwiazdy drą ryje, to się posłucha i przy tym nawali jak burżuazja a co. A nuż jakiś Wiśniewski czy inny StachurskY zatoczy się do naszego stolika. Relację zdam, a na razie zmykam. Bo Prada zaraz zaśpiewa Flunkiem i Andiego słodycz spłynie do uszka :)

12 czerwca 2008

Pierwszy raz [chociaż drugi]

Bolą mnie łydki. Brutalnie wykarczowane z pozostałości naszych dzikich przodków. Dlaczego lubimy być takie gładkie?
Ja lubię mężczyzn, których ciało jest silne. Jest smaczne. Mięso.
I jego ciało takie jest. Plecy, które mam ochotę pokroić, upiec na grillu i zjeść.
Ten blog miał być inny. Będzie jednak trochę pomieszany - jak ja..
Idę do łóżka. Jutro kolejny dzień obok mnie. Czuję się ostatnio jak w filmie, jakby to wszystko sobie gdzieś tam szło samo.
Dobranoc.