Dzisiaj w pracy dostałam megamaila od Andiego. Mail zupełnie niezwykły, bo opisujący detale życiowe, co Andi je ma w swym życiu [lub miewa]. Że lubi truskawki i pastę fresh. No i ja mu odpisałam i potem stwierdziłam, że jednak moje życie nie jest takie puste i mogę na zawołanie wyprodukować maila o sobie. Że lubię jak ktoś mi suszy włosy i całować psa w łeb też lubię. I takie inne detale.
A potem wieczorem obejrzałam z Łukaszem współmieszkaczem film Once i mi się zrobiło tak miło i smutno zarazem, że to nie z Andim oglądam i jadłam Smakiję czekoladową i chciałam Andiemu dać nawet jedną łyżeczkę. No nic, przeżyję ten tydzień. Ale się zakochałam, zabujałam! Nawet naszy-kaszy nie oszczędziłam i podrasowany paintem portret kochanków zamieściłam. Poza tym W. się był opisał, że kocha. No nic, kocha nie kocha. Smutno, ale past.
Jutro do Karolajny panieński żal zapić. A że w Opolu gwiazdy drą ryje, to się posłucha i przy tym nawali jak burżuazja a co. A nuż jakiś Wiśniewski czy inny StachurskY zatoczy się do naszego stolika. Relację zdam, a na razie zmykam. Bo Prada zaraz zaśpiewa Flunkiem i Andiego słodycz spłynie do uszka :)
14 czerwca 2008
Zapomniałam dać tytuł, ale się byłam zreflektowałam
nastąpiło o 01:20
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz