Wesele było w s p a n i a ł e. Karolinka śliczna, pałac, żarełko, zespół, mniam mniam.
Andi śliczny, cudowny. Po weselu zapragnęliśmy czilałtu w Zamku w [ekhm] Mosznej.
Wszystko cudne, zamek niebywale zachwycająco BradoPitowoAndżelinowy. W drodze powrotnej napadła na nas jednak Przygoda. I urwała coś tam magicznego, co silnik trzyma w ryzach. No i pan mechanik z oddechem pełnym promili zakomunikował, że zakład samochodowej opieki zdrowotnej otawrty dopiero rano. Czytaj: jesteśmy udupieni na noc. Po wyczerpujących poszukiwaniach trafiliśmy do stadniny, gdzie niezwykle miły pan cały czas starał się, by niczego nam nie brakowało.
Muszę przyznać, że strasznie z powodu przymusowego urlopu nie cierpieliśmy -bezcenna jest przecież kolacja w postaci piwa i paluszków na dziedzińcu zamkowym i przy odgłosach zwierząt wielce zastanawiających. A może to wszystko nie stało się przypadkowo? Może to sam palec Boży pokierował tymi wydarzeniami? Na te i inne pytania odpowie czas. Na razie mam stres niesamowity, bo portfel pusty, kot głodny, ja wycieńczona. Jak ja sobie dam radę w życiu?
Andi och ach!
24 czerwca 2008
Tak nie Moszna
nastąpiło o 16:14
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
nooo baaaaardzoooo brzydkiiii ten blooooooog ;)))
Czesc...czy mozesz mi napisac gdzie dokladniemialo miejsce wesele...ja chcialabym swojezorganizowac na zamku w mosznej, ale cos mi siewydaje to malo mozliwe. Ngdzie nie moge znalezc informavji na ten temat.Z gory dziekuje, Agnieszka
Moj email to puopia@o2.pl
Prześlij komentarz