Odespana podróż do Wawy, więc zasiadam i zapisywuję i przemyśliwam. Andi przyjechał na dworzec. Pierwszy raz mężczyzna [mój] się tak stara. Aż cały czas to do mnie nie dociera. Chociaż ostatnio wiele rzeczy do mnie nie dociera. Czuję się jakaś zawieszona w niebycie..
Zasypiając myślałam sobie o imprezowaniu, o etapie studenckiego życia, który przeminął. Co innego jest dla mnie celem [właściwie cele się pojawiły]. Mam ochotę tańczyć, pić i wrócić rano z zachrypniętym gardłem.
Nie chcę być daleko od Andiego. Chcę z nim spać, jeść, kupować chleb i worki na śmieci.
Chcę się oprzeć na jego silnym ramieniu.. Chyba mnie jakieś smutki ostatnio dopadają. Pomagają im smutne piosenki.
No nic - taka Feminki natura.
Zastanawiałam się dzisiaj, czy chcę żyć, być w Warszawie. Kiedy jestem w Krakowie wydaje mi się, że to naturalny kolejny etap, jak jestem tam wydaje mi się, że to mi niepotrzebne. Że życie powinno być miłe i łagodne. Sama już nie wiem.
Ten blog się na serio zmienia w sentymentalno-introwertyczno-depresyjny bełkot.
Do dupy jak zwykle.
Pozdro i aloha. I ariwederczi.
PS Piecze mnie przełyk, to takie niekobiece mieć zgagę :) Chociaż mogłam powiedzieć tak jak tata - pali mnie rura [hehehe]
30 czerwca 2008
[zga]Gadka
nastąpiło o 23:21
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz