Cały kraj gra w totka. No to Feminka też zagrała, mama, tata, Andi, tylko kot nie zagrał. Ale pewnie by zagrał, tylko akurat wysysał środek z ćmy.
No i dupa zbita, nici z milionów, charytatywnych szaleństw i wycieczek dookoła świata.
A może to i dobrze. W końcu mogłabym umrzeć na przykład w sklepie obuwniczym z przymierzania bucików. A tak - żyję i mam się całkiem dobrze. Chociaż oczywiście nie byłabym sobą, gdyby czasem smutek mnie nie atakował złowieszczo. Jest kilka powodów do smutku Feminki.
Bo z jednej strony wiem, że jestem bardzo silna, a czasami mam tak, że zabija mnie wiatr na ulicy.
29 lipca 2008
Szaleństwo
nastąpiło o 23:43 0 komentarze
22 lipca 2008
Ciało
Jestem w pracy. Boli mnie brzuch. Ostatnio przecierpiałam męki chrystusowe.
Karolina w ciąży. Ukłuło mnie w serce. Bo ja też bym chciała. Bo byłoby fajnie.
Mam 25 lat [no dobra, we wrześniu], mam też lekki chaos w życiu, ale z tego nigdy się nie wyplątam. Moja mama chyba się boi o to, czy przypadkiem nie zapomnę robić dziecku śniadań. Tak sobie marzę i planuję, że wszystko będzie ok. Że się ogarnę i nasze rodzinne życie się uda wspaniale. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy popatrzę na maleńkiego człowieka, który powstanie ze mnie [m.in. :)] - to musi być jedna z najbardziej niesamowitych życiowych chwil.
Co do ciała - tak mało ostatnio o nim myślę, nie chodzę regularnie na jogę i chyba się obraziło.
Ludzie w ogóle je zaniedbują. Nie dają sobie sami przyjemności, chyba dotyczy to wszystkich obszarów życia. No bo dlaczego nie poleżeć sobie na trawce przez godzinę nie robiąc NIC? Dlaczego nie włączyć muzyki i skupić się na wspaniałym zapachu kadzidełka? Dlaczego nie powiedzieć współtowarzyszowi życia, żeby nas pogłaskał po głowie/pleckach/nodze?
Życie to nie tylko zapierdol w jakimś celu. Są też chwile bez celu, chwile zawieszenia, kontemplacji. I jedna ważna rzecz - należy wykopać z głowy wyrzuty sumienia na rzecz marzeń i wyobrażeń o rzeczach magicznych i niesamowitych :)
nastąpiło o 14:22 1 komentarze
8 lipca 2008
Zakręty
Bajka. Naprawdę.
Weekend był przyklejony, przyszyty.
A wczoraj chyba nadszedł wreszcie ten moment - uwolnienie od przeszłości. Jakoś tak mam więcej przestrzeni w płucach. Musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, żeby zamknąć drzwi za sobą.
Przekręcić klucz i go wyrzucić.
Czuję, że nadszedł czas na jakieś działanie. Na książkę, basen, cokolwiek. Gdzieś muszę tą energię przetworzyć, w coś ją zamienić.
Dziwne, ale ostatnio mnie nachodzi myśl, że wciąż szukam mojej tożsamości, że nie wiem do końca kim jestem, kim chciałabym być. A może tak będzie do końca? Może tego się nie dowiadujemy. Tylko jak już nas nie ma - inne osoby mają nasz obraz w głowie. I mówią, że ona była wampirzycą np. Albo była chodzącą dobrocią. Albo on był. Bo On jest. Ja już wiem, że On taki jest.
nastąpiło o 10:58 0 komentarze