22 lipca 2008

Ciało

Jestem w pracy. Boli mnie brzuch. Ostatnio przecierpiałam męki chrystusowe.
Karolina w ciąży. Ukłuło mnie w serce. Bo ja też bym chciała. Bo byłoby fajnie.
Mam 25 lat [no dobra, we wrześniu], mam też lekki chaos w życiu, ale z tego nigdy się nie wyplątam. Moja mama chyba się boi o to, czy przypadkiem nie zapomnę robić dziecku śniadań. Tak sobie marzę i planuję, że wszystko będzie ok. Że się ogarnę i nasze rodzinne życie się uda wspaniale. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy popatrzę na maleńkiego człowieka, który powstanie ze mnie [m.in. :)] - to musi być jedna z najbardziej niesamowitych życiowych chwil.
Co do ciała - tak mało ostatnio o nim myślę, nie chodzę regularnie na jogę i chyba się obraziło.
Ludzie w ogóle je zaniedbują. Nie dają sobie sami przyjemności, chyba dotyczy to wszystkich obszarów życia. No bo dlaczego nie poleżeć sobie na trawce przez godzinę nie robiąc NIC? Dlaczego nie włączyć muzyki i skupić się na wspaniałym zapachu kadzidełka? Dlaczego nie powiedzieć współtowarzyszowi życia, żeby nas pogłaskał po głowie/pleckach/nodze?
Życie to nie tylko zapierdol w jakimś celu. Są też chwile bez celu, chwile zawieszenia, kontemplacji. I jedna ważna rzecz - należy wykopać z głowy wyrzuty sumienia na rzecz marzeń i wyobrażeń o rzeczach magicznych i niesamowitych :)