8 lipca 2008

Zakręty

Bajka. Naprawdę.
Weekend był przyklejony, przyszyty.
A wczoraj chyba nadszedł wreszcie ten moment - uwolnienie od przeszłości. Jakoś tak mam więcej przestrzeni w płucach. Musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, żeby zamknąć drzwi za sobą.
Przekręcić klucz i go wyrzucić.
Czuję, że nadszedł czas na jakieś działanie. Na książkę, basen, cokolwiek. Gdzieś muszę tą energię przetworzyć, w coś ją zamienić.
Dziwne, ale ostatnio mnie nachodzi myśl, że wciąż szukam mojej tożsamości, że nie wiem do końca kim jestem, kim chciałabym być. A może tak będzie do końca? Może tego się nie dowiadujemy. Tylko jak już nas nie ma - inne osoby mają nasz obraz w głowie. I mówią, że ona była wampirzycą np. Albo była chodzącą dobrocią. Albo on był. Bo On jest. Ja już wiem, że On taki jest.

0 komentarze: