Tośmy się dowiedzieli. Grzeszne dzieci z nas :) Nauki przedmałżeńskie nie są jednak tym, czym mi się wydawały. Tzw. wywiad uprzedni dosyć mocno wyrysował ich obraz w mojej głowie. Spodziewałam się dewotek machających różańcami nad głową, księży terrorystów i innych scen dantejskich. A tu - miło, zabawnie, całkiem logicznie.
Metody naturalnego planowania rodziny wywołują dziś ironiczne uśmiechy na twarzach wyedukowanej młodzieży.
Ja dowiedziałam się jednak bardzo dużo - zrozumiałam, że nie trzeba przecież od razu ich stosować, można się zastanowić, przemyśleć argumenty za i przeciw.
Daleko mi do fanatyzmu religijnego, daleko mi nawet do wypełniania katolickich powinności, wkurza mnie jednak, że w czasach wolności nie pozwala się na prawdziwą wolność, a osoby, które wybierają inaczej niż ogół skazywane są na uśmiechy politowania.
Podczas tego fascynującego weekendu cały czas byłam szczęśliwa - moim mężem będzie ktoś, kogo naprawdę kocham i jestem z niego dumna. Aż się wzruszyłam teraz :)
No i nauczyliśmy się w godzinę walca angielskiego, a 2 na 1 wciąż jest dla nas sztuką magiczną i nierealną do wykonania. Pozostaje nam trening - tylko kiedy? Czasu coraz mniej do godziny 0.
24 listopada 2008
Weekend prorodzinny
nastąpiło o 13:28
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz