Czekam na ten czas nicnierobienia. Słucham w pracy Last.fm. Wpisałam "Hey", przypomniałam sobie mój ukochany zespół młodości. Otworzyłam tę szufladkę po niezwykłym koncercie akustycznym. Kasia w szpilkach, lira korbowa, przedstawienie, zasłuchanie..
I teraz śpiewa sobie Maria Peszek, a ja czekam na te chwile myślenia, czytania, zawieszenia.
Zacznę w lutym chodzić na jogę. Będę robić obiadki. Będę blogować regularnie.
Bo ta Warszawa nie musi być złem koniecznym.
2 grudnia 2008
W oczekiwaniu na...
nastąpiło o 12:17
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz