24 listopada 2008

Weekend prorodzinny

Tośmy się dowiedzieli. Grzeszne dzieci z nas :) Nauki przedmałżeńskie nie są jednak tym, czym mi się wydawały. Tzw. wywiad uprzedni dosyć mocno wyrysował ich obraz w mojej głowie. Spodziewałam się dewotek machających różańcami nad głową, księży terrorystów i innych scen dantejskich. A tu - miło, zabawnie, całkiem logicznie.
Metody naturalnego planowania rodziny wywołują dziś ironiczne uśmiechy na twarzach wyedukowanej młodzieży.
Ja dowiedziałam się jednak bardzo dużo - zrozumiałam, że nie trzeba przecież od razu ich stosować, można się zastanowić, przemyśleć argumenty za i przeciw.
Daleko mi do fanatyzmu religijnego, daleko mi nawet do wypełniania katolickich powinności, wkurza mnie jednak, że w czasach wolności nie pozwala się na prawdziwą wolność, a osoby, które wybierają inaczej niż ogół skazywane są na uśmiechy politowania.

Podczas tego fascynującego weekendu cały czas byłam szczęśliwa - moim mężem będzie ktoś, kogo naprawdę kocham i jestem z niego dumna. Aż się wzruszyłam teraz :)

No i nauczyliśmy się w godzinę walca angielskiego, a 2 na 1 wciąż jest dla nas sztuką magiczną i nierealną do wykonania. Pozostaje nam trening - tylko kiedy? Czasu coraz mniej do godziny 0.

20 listopada 2008

Hurrrra!

I się wyjaśniło :)
I świat się uśmiecha.
Czuję się jak na karuzeli, wszystko dzieje się tak szybko.
Czasami mnie aż mdli :)

Czasami jest tak, że nie potrafimy podjąć decyzji, wtedy los bierze sprawy w swoje łapy i układa po swojemu. A my się cieszymy, że tak się stało.
Mam w sobie morze miłości :)

Feminka się zepsuła, bo smutek odleciał :)

Kurde, która to już usmiechnięta buźka? Nie mogę się powstrzymać :):):):):):)

14 listopada 2008

Czekam

Niedobrze mi z nerwów. Od kilku dni się budzę o 4 rano. I męczę się, myślę, usiłuję zasnąć.
Jeszcze tylko 2 godziny. I się uprawomocni ta wyrocznia. I motyle się obudzą. I polecą. A ja będę szła z uśmiechem dookoła głowy.

6 listopada 2008

Battery low

Zero energii. Zasypiam zmęczona, budzę się zmęczona.
Zero inwencji, zapału, ekscytacji.
Myśli i smutki i jesień i ból głowy.
To chyba przez ósemki, co mnie atakują.
Albo przez taką porę roku niesprzyjającą.
Mój kot terroryzuje mnie o tuńczyka. Jak chodzi, kołyszą mu się boki.
Nie rozumie, że otyłość, nadwaga, obciążenie serca.
Nie rozumie, że z miłości mu nie daję smakołyków.
Założyłam bloga "profesjonalnego" - choć tak ciężko mi realizować jakiekolwiek plany.
Idę dziś do kina na "33 sceny z życia". Zapewne się dobiję i umrę na kinowym krześle.
I mnie wyrzucą do kosza.
Albo zjedzą, nie wiem.