Jestem głupia.
Mam tak wiele, a czegoś ciągle mi brak.
Słońca, plaży, wolności, dzikich uniesień.
Patrzę na zdjęcia Znanych i Pięknych i rozmyślam głupio o miliardach na koncie.
Patrzę na działania innych ludzi i jestem zła na siebie, że tak mało robię.
I ganię siebie za to myślenie. Bo przecież mój świat jest piękny.
A jednak czegoś mi brak...
Może dlatego, że kiedyś byłam w innym wymiarze?
Ułuda to była i przyczyna smutku. Lato, przyjaciele, wolność i swoboda. I dziewczyna młoda...
Moja rodzina jest ze mną. Kochana przeze mnie z całych sił.
A jednak czegoś mi brak.
Tak bardzo chcę żyć spektakularnie, osiągnąć sukces, zostawić po sobie Dokonanie.
Wykasowałam teraz jedno zdanie, bo się boję czasami skuszonego losu.
Brakuje mi słońca i leżenia na trawie.
Brakuje mi świeżego powietrza, głębokiego oddechu.
Tak dobrze, że mam córeczkę.. Jak zrobi się ciepło, będziemy razem spacerować i patrzeć w niebo. Bo trzeba w nie patrzeć i marzyć.
24 grudnia 2009
Myśli me są takie
nastąpiło o 01:30 1 komentarze
19 listopada 2009
Szlachetne zdrowie..
..nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się rozpier....
No i masz babo placek, czyli grypę. Męki przeżywam, a w przerwach staram się funkcjonować. Teraz właśnie jest chwila tzw. dobrego samopoczucia, chociaż ten epitet jest nad wyraz przesadzony.
Na szczęście dzieć zdrowy, a i mąż nie zdradza symptomów chorobowych.
Mam wyrzuty sumienia [w chwilach zdychania], że tak mało działam, że przecież mogłabym tyle inicjatyw podejmować.
Ech.
Dobrze, że Andi mną się opiekuje. Fajnie mieć kogoś kochanego u boku. Pamiętam te chwile, kiedy bywałam sama. Wtedy było naprawdę ciężko, każdy problem wydawał się większy, każde zwątpienie przeradzało się w stan przeddepresyjny. Mimo rodziny i znajomych.
A wczoraj w fazie spadku gorączki oglądałam dwa fajne filmy dokumentalne [jedno z moich marzeń to kolekcja wszystkich dokumentów świata na półce]. Pierwszy opowiadał o cyrku, o smutku w nim właściwie. Już nie ma zbyt wielu chętnych na takie rozrywki, cyrk to w naszych głowach męczenie zwierząt i odrapane ławki. TVN-owski Mam Talent udowadnia jednak, że ludzie wciąż chcieliby oglądać cyrkowe sztuki, ale potrzebna jest tutaj głęboka zmiana. Inwestycje, remonty, może rezygnacja ze zwierząt, skoro ich życie w cyrku jest ciężkie..
Drugi dokument pokazywał coś, co mnie niesamowicie irytuje - własnoręczne i wzajemne chrzanienie sobie życia przez kobiety. Indie to kraj, w którym narodziny chłopca kobiety z danej wsi czczą przez tydzień tańcami, kiedy rodzi się dziewczynka, wszyscy są, lekko mówiąc, rozczarowani. Lekarze podczas USG nie mówią matce, jakiej płci dziecko urodzi, bo gdyby dowiedziała się, że będzie to dziewczynka, w zdecydowanej większości dokonałaby aborcji - a zastanówmy się teraz, w którym miesiącu można poznać płeć. Tutaj nie trzeba się zastanawiać, o co chodzi, bo oczywiście chodzi o pieniądze. Magiczne słowo klucz to w tym przypadku POSAG. Rodzina płaci go, kiedy wydaje dziewczynę za mąż, a potem do końca życia spłaca długi. Paranoja i kretynizm. I smutek i żal.
nastąpiło o 22:29 0 komentarze
11 listopada 2009
Mała wielka miłość
Coraz więcej Helenki. I nie tylko po kurczącej się zawartości półki widać [za małe ubranka trafiają do innej części szafy].
Słychać to, czuć. Bo moja córeńka tak do nas czasami mówi i śpiewa, piszczy i zgrzyta. Po swojemu, ale z mocnym postanowieniem przekazania komunikatu.
Jest obok mnie w nocy, czuję jej ciepło, słyszę jej wzdychania. To takie magiczne, takie cudowne.
Chciałabym jej dać wszystko. Chciałabym ją przykleić do siebie.
To niewyobrażalne, jak mocno kocha się dziecko.
Aż boję się przyszłości, bo jak ją uchronić przed smutkiem, przed bólem?
To część człowieczeństwa, wiem, że muszę to zaakceptować.
Mam nadzieję, że będzie do mnie zawsze przychodzić, że zawsze będę ją przytulać, że będę dla niej oparciem.
Kończę już pisać, bo właściwie już rano, a ja mam wenę zawodową i robiłam prezentację.
Trzeba iść pocałować gładkie czoło. Naćpać zapachem najpiękniejszym. I zasnąć.
A ostatnio rzeczywiście śnią mi się same ćpuńskie wizje..
nastąpiło o 04:36 1 komentarze
31 października 2009
Rok
Mija rok od czasu, kiedy dowiedziałam się, że będę mamą. Te dwie kreski na teście były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Andinek do mnie wtedy jechał z Warszawy i nie mogłam mu przez telefon powiedzieć, co się wydarzyło [wydarza właściwie]. No i dzwoniłam do niego i mówiłam: jedź spokojnie. Tylko jedź bezpiecznie. I on odpowiadał, że zawsze tak jeździ i co mi się stało, że tak gadam. No i gotowałam dla niego spaghetti i jak przyjechał to je jadł sam. Bo ja nie mogłam jeść z przejęcia. I jak zjadł, to kazałam mu otworzyć szafkę. I on otworzył. I wziął test do ręki. I zaczął pytać: czyli co? No i ja na to: no to. A on: czyli co? I ja: no to. I tak w kółko. Aż zapytał, czy jestem w ciąży, ja odpowiedziałam, że tak. I wtedy usiadł. I potem mnie przytulił.
I było trochę strasznie, a trochę nieokreślono magicznie.
A rano zadzwoniliśmy do jego mamy i krzyczała z radości do telefonu.
A potem byliśmy na Słowacji i w ogóle nie chodziliśmy do saun ani na basen.
Tylko byliśmy obok siebie i myśleliśmy, co to będzie.
No i był ślub i wesele. I Maroko. I przeprowadzka moja. I remont. I kopniaki Helenki. I oczekiwanie. I narodziny. I uczenie się macierzyństwa, rodzicielstwa.
No i teraz jesteśmy razem, nawet nie wiem, kiedy to wszystko się stało. Tak szybko mija czas.
Helenka śmieje się do nas, Helenka jest naszym cudem.
Naszym małym słoneczkiem w te zimne jesienne dni.
nastąpiło o 02:10 1 komentarze
12 października 2009
Taka pustka w sercu
Tak trudno w to uwierzyć, że może go nie być. Bo zawsze był.
Tak trudno nie powiedzieć w słuchawkę "co ty mówisz?!". Bo się odruchowo to mówi.
Tak trudno nie mieć bólu w brzuchu. Bo jest cały czas.
Tak jest, jak ktoś odchodzi, kto mógłby jeszcze żyć.
Ten wpis jest dla mojego wujka, który umarł tak niespodziewanie.
Dla człowieka, który potrafił wkurzyć świętego.
Dla człowieka, który nie wypuścił ze swojego domu osoby, jeśli ta nie zjadła wszystkiego, co było na stole.
Dla człowieka, który miał taki fajny głos.
Który mówił do mamy Dziunia.
Już nikt tak do niej nie powie.
Nie wiem, jaki będzie pogrzeb. Strasznie się go boję.
nastąpiło o 06:58 0 komentarze
17 września 2009
Relacja spomiędzy września
Przyszłam tutaj, bo dawno w Feminkowym zakątku nie myślałam. No toż jestem i myślę. I mi smutno, bo Pola Wesołowska, gwiazda, gwiazdeczka polskiego internetu odeszła.
Ech, aż się popłakałam nad tym sześcioletnim maluchem.
Od chwili, kiedy Helenka jest z nami, mocniej przeżywam takie rzeczy. Zrozumiałam miłość do dziecka, jak jest niesamowicie mocna, jak można bez wahania myśleć, że w chwili kryzysu odda się za dziecko życie.
Wróciliśmy do siebie po rodzinnym wojażowaniu. Planuję sobie cichutko jakieś ciepłe wakacje za rok. Bo 2009 to do końca powinno być odpoczywanie po wszystkich wrażeniach..
A u mnie jak zwykle sinusoida - energia miesza się z zamrożeniem, szczęście z obawami, gadanina z ciszą.
Na szczęście podobam się sobie. Przyszła w moim życiu chwila, kiedy akceptuję w całości moje ciało, nie walczę z nim. Zmieniło się po porodzie, dla mnie wypiękniało. Jestem mu wdzięczna, że podołało, że dało mi dziecko. Trzeba było 26 lat, żebym przestała na nie krzywo patrzeć. A przecież wcześniej było tak samo piękne.
Nasze bycie z Helenką jest odmienne od stereotypów - ja np. siedzę teraz z kotem o 4 rano i piszę posta, ojciec dziecka pół wieczoru nucił jakiś death-metal, a Helenka.. no cóż - ona z nas najporządniejsza, zasnęła po kąpieli i śpi słodko. Zaraz do niej pójdę i się będę narkotyzować jej ciepłem i zapachem.
Bo musicie wiedzieć, że się od tego uzależniłam - jestem helenkowym ćpunem.
nastąpiło o 03:42 1 komentarze
22 sierpnia 2009
Moje życie w zespole Ich Troje
Dawno mnie tutaj nie było. Dlaczego? Bo wirtual przegrywa ten mecz z realem. Życie jest teraz mocno doznaniowe. Np. teraz słyszę, jak Helenka śpi i to mnie napawa takim uczuciem spokojnego szczęścia. Doszłam już do siebie z tej dalekiej wyprawy. Moje ciało zaczyna działać normalnie. Czuję przypływ energii.
Mam takie myśli, jak się zdefiniować jako Feminka matka. Czy być matką wariatką czy matką pełną powagi. Jak to wszystko poukładać, jak to takie rozwichrzone (tak bardzo jak grzywka helleńskich włosów o nieokreślonym kolorze - złoto-rudo-platynowo-blond-różowym).
Chyba zaczynam kończyć tego posta - bo mnie nachodzą zdania sentymentalne, a taki ten blog być nie może.
Tak dobrze mi tutaj na tym szerokim łóżku, na którym jest nas troje plus niezawodny kot Żwirosław.
nastąpiło o 01:16 0 komentarze
26 lipca 2009
Łorsoł
Jak nam się żyje? Tak dziwnie, tak testowo.
Wszystko w sumie takie samo a jednak inne..
Helenka, moja córeczka, Andi - jej tata. Kot zupełnie jakiś inny.
Jesteśmy rodziną, jesteśmy razem.
Mam takie wahania nastrojów. Wg Tracy Hogg to normalne. No niby tak, ale te smutne chwile mnie napadają podwójnie - bo jak już jest smutek, to i wyrzut sumienia, że przecież wszystko dobrze, więc skąd i po co ten smutek.
Czuję się trochę zawieszona w jakimś bezmiarze.
Jesteśmy pierwsi spośród znajomych, może dlatego tak czuję, że jesteśmy w innej rzeczywistości niż oni.
Jednocześnie zrozumiałam tak dużo. Zrozumiałam ludzi, którzy już mają dzieci. I zrozumiałam moją mamę. Ona zawsze mówiła - zobaczysz pewne rzeczy dopiero, jak sama będziesz mamą. No i nie chodzi tu o jakieś konkrety - tu chodzi o ten inny level postrzegania, inny pryzmat przed oczami.
Marzę o tym, żeby poleżeć na kocu pod drzewem. Żeby spędzić dzień na lenistwie, na bliskości z naturą. Może uda się w sierpniu.
Idę teraz popatrzeć na śpiącą Helenkę. Posłuchać jej śmiesznego pomrukiwania i wzdychania. O czym ten mały łebek myśli? Co mu się śni? Tajemnica..
nastąpiło o 22:53 0 komentarze
16 lipca 2009
Post factum
Retrospektywa w tym poście musi być. Bo tyle się wydarzyło w tym życiu Feminki...
Helena śpi obok mnie. Za oknem Iwonicz żyje swoim zdrowym życiem.
To może opiszę poród, bo poród był się odbył. I nawet brałam w nim jakiś udział.
O godzinie 23, tuż po wysłaniu mailem kosztorysu prodżektu, poczułam COŚ.
Wtedy postanowiłam udawać, że nic nie poczułam.
Ale za chwilę znowu poczułam COŚ.
I wtedy już wiedziałam, że odeszły mi wody.
Ale nadal się oszukiwałam.
No ale po chwili myślenia nad tym, że jakoś mi żal rozstawać się z tym wielkim brzuchem i że w sumie się jeszcze nim nie nacieszyłam, nadeszła panika.
Oświadczyłam Andinkowi i teściowi, że wody płyną i zaczęłam profesjonalnie trząść dłońmi i uginać nogi ze strachu.
Andi przytomnie zapakował sobie prowiant i dopiero po mojej delikatnej sugestii poszedł po torbę z rzeczami do szpitala.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w ciemną spokojną noc.
Droga kołysała mnie i koiła nerwy. Chyba zaczęły działać jakieś hormony, bo czułam się jak na lekkim haju.
I mówiłam do Andiego, że mogłabym tak jechać i jechać.
Ale przyszedł kres kołysania. Mama Andiego była akurat na dyżurze, więc towarzyszyła nam w szpitalnej wędrówce.
No i się zaczęło... Magiczne słowa Trakt Porodowy mogą spokojnie zamienić na: Magiczna Ścieżka Bólu Prowadzącego Do Kresu Zwanego Szczęściem. Skurcze bolą niesamowicie. Zamraczają. Rzucają na kolana przed matką naturą. Obdzierają ze słów: dziękuję, proszę. Każą mówić: pić, nie, każą krzyczeć. Każą szukać pozycji zwierzęcia. A potem bóle parte, które powodują, że czuje się smak i zapach bólu. Że jest się na granicy życia i śmierci, snu i aktywności, bezsilności i mocy.
A potem słowa: ona ma jasne włoski. I moje zdziwienie, bo myślałam o niej tylko w kategoriach ciemnowłosych. I potem rodzi się to małe ciałko. I czuje się ulgę. Potem coś płacze. I nie wie się, że to dziecko płacze. I kładą coś na brzuch. To jest lekkie i ciepłe. I nie wie się, co to jest, ale się to dotyka delikatnie. Potem to zabierają. I się zasypia. I się jest zszywanym. A potem przystawiają to do piersi. I się strasznie płacze. Bo się nie myśli, tylko czuje. Czuje się dużo i mało zarazem. Ale chce się płakać. I się płacze, a ono, ona właściwie je. I teraz już wiadomo, że to jest moje dziecko. Że było w brzuchu, że jest teraz obok. I się je kocha i znowu chce się płakać.
Kurde, niesamowite to było...
Potem w szpitalu pierwsza doba obolała. A potem z każdym dniem lepiej. Wyjście do domu i nauka wspólnego obcowania. I teraz leży obok mnie. Jest taka podobna do Andiego. Połączyła nas na zawsze.
Kot jest ostrożny. Boi się jej. Chorował, zatruł się czymś. Przytulamy go, bo nie chcemy, żeby go bolał tyłek po tym upadku z piedestału.
Nie wiem, czy to hormony, ale strasznie się wzruszam. Jak patrzę na te jasne włoski i maleńkie rączki, zaraz chce mi się płakać. Nie mogę w to wciąż uwierzyć, że jestem mamą...
nastąpiło o 13:51 0 komentarze
27 czerwca 2009
Skurczybyczki
Tytułu objaśnienie: skurczybyczki to takie małe skurcze w odróżnieniu od skurczybyków, czyli skurczów porodowych. No i ja właśnie takie skurczybyczki miewam ostatnio. Bo się chyba Helena zaczyna na świat zapraszać. Ale w sumie na razie tak delikatnie, więc wciąż czekam, a życie leniwe płynie jak rzeka.
No i powinnam się skupiać na prodżekcie, a się nie skupiam. Dupa wołowa.
Miałam dzisiaj straszny sen, że jestem z jakimś innym facetem. I jestem jego żoną. I sobie tak myślę - o rany, przecież ja tak nie chcę. Przecież on mi nie pasuje zupełnie. I poczułam takie uczucie pętli na szyi.
Potem się obudziłam i zobaczyłam buzię Andinka. I poczułam taką ulgę ufffffff.
I potem go wkurzałam tym głaskaniem po buzi, podczas gdy onjeszcześpiniewidziszbabo :)
A dzisiaj byliśmy na tamie nad Soliną. No i na tej tamie w upale podczas ociężałego przemieszczania mnie naszły lekko przerażone myśli. Że jak to my teraz będziemy z Heleną wszędzie. Ona będzie mała i całkowicie od nas zależna. I już nie będzie spania, leniuchowania, myślenia swobodnego.
Boję się tego, bo sama jestem dzieckiem. Ciągle czuję, że dojrzewam, uczę się. Ale chyba my człekokształtni tak mamy, że się uczymy do samej śmierci. A i tak wielu z nas umiera jako skończeni idioci.
nastąpiło o 23:45 0 komentarze
8 czerwca 2009
Blisko finiszu
Ale ten czas zapier.... Ech.
Już 9 miesiąc. Helenka zakończyła trening kickbokserski. Zaczęła powolne ruchy jogińskie :)
Ja skupiam się ostatnio nad tematem pieluch wielorazowych. Nie wiedziałam o nich zupełnie nic. Przypadkiem trafiłam na totalnie skomplikowane opisy supernowoczesnych pieluszek.
Po zapoznaniu się z tematem skutek jest jeden - oczekiwanie pełne podniecenia na kurierską przesyłkę.
Już w piątek wyjeżdżamy - najpierw do moich rodziców [akcje weselno-sesjofotograficznobrzuszkowe], a następnie do rodziców Andinka [akcje zdecydowanie porodowe].
No i wrócimy na wieś tarchomińską z małym żywym pakunkiem, który płacze, je i robi kupę.
Mam takie wahania nastroju ostatnio - może przez to, że kiepsko się wysypiam, może po prostu sobie zaczynam zdawać sprawę z wielkich przeogromnych odpowiedzialności, jakie na mnie zaciążą [po ciąży].
Wyobrażam sobie czasami tą naszą kompilację helleńską. Jaka będzie ta dziewuszka? Chciałabym, żeby była dobra jak Andi.
I żebym umiała dobrze ją wychować. I żebyśmy się kochali.
Ech.
A kot testuje wszystkie dzieckowe ustrojstwa - śpi w foteliku, śpi w wózku, śpi w pieluchach, śpi w łóżeczku. Wszystko ma na razie pozytywne opinie Żwirowego Towarzystwa Pediatrycznego. Mam nadzieję, że Helenę też zaopiniuje pozytywnie.
Aloha!
nastąpiło o 23:24 0 komentarze
21 maja 2009
Tak sobie piszę
Coraz mi ciężej na ciele.
Wczoraj zakończyliśmy zajęcia w Szkole Cierpienia Podczas Rodzenia. Tak mi się smutno troszkę zrobiło, a Andi się ucieszył, że już po.
Fajnie było, dużo się dowiedzieliśmy mądrych rzeczy.
Czasami mam tak, że patrzę na ten brzuch i prawie dostaję ataku paniki. No bo jak to mieć dziecko w brzuchu swoim?
Dziw nad dziwy.
Jadę na tereny olkuskie. Męża opuszczam. Pobędę trochę w domu, bo poźniej to nie wiadomo kiedy tam pojadę - no oprócz wesela Kuby, na które nie wiem, czy się dotoczę.
Co do prodżektu - się zdecydowałam na dotacyję z unii najjaśniejszej. Mam nadzieję, że dostaniemy kasę i nowy rok się zacznie pracą na tzw. swoim :)
nastąpiło o 15:05 0 komentarze
12 maja 2009
W maju jak w jaju
Siedzimy sobie na wsi tarchomińskiej. Ja siedzę na kanapie, Helena siedzi w brzuchu, Andinek siedzi przed komputerem, a Żwir siedzi na swojej drapakowej grzędzie.
Czasami siedzi w szafie i teraz właśnie jest to czasami.
Jest nam tutaj tak miło i fajnie razem.
I tak się przyzwyczaiłam, że mi smutno, jak Andinek wyjeżdża na kilka godzin w celach roboczych.
Patrzę na niego każdego poranka i tak się nie mogę nadziwić, jak go bardzo kocham.
I głaszczę go po buzi, po tej miłej uśmiechniętej buzi, która zmienia się w twarzyczkę małego chłopca, jak bawi się ze Żwirkiem..
Aż mnie to rozczula i wzrusza.
Niech ten mój projekt postępuje należycie i niech wszystko będzie tak jak teraz.
nastąpiło o 21:15 0 komentarze
22 kwietnia 2009
Co u Feminki? Jakieś nowe minki?
Ale długo mnie nie było w tym świecie blogowym [błogim?].
I teraz sobie leżę w łóżeczku wysmarowana od stóp do głów olejem arganowym co by te rostępy cholerne mnie nie zaatakowały.
No i leżę i piszę. I Helena mnie kopie czasami, a Żwirman czeka, aż się Pan wykąpie, no bo przecież nie można zakończyć kociego dnia, jak rodzina nie pokładziona do łóżek.
Tak bardzo się cieszę, że kocur jest z nami. Teraz choruje na pęcherzowe zapalenie biedaczek, Pani mu współczuje, bo sama tą cholerą nie raz dotknięta już była.
Mąż był przyszedł i z kotem rozmawia.
A ja piszę wciąż.
Dobrze mi tutaj. W tym spokojnym świecie wielu myśli i niewielu aktywności. Kupowanie zasłon, robienie obiadu, sianie kwiatków [maciejka - nareszcie!]. Andi jest taki kochany. Patrzę na niego i jestem spokojna. I jestem szczęśliwa, że go mam, że spotkałam tak cudowną osobę na tym świecie przeogromnym, zaludnionym.
Lipiec tuż tuż a my nie mamy akcesoriów okołodziecięcych. Trzeba wydać trochę tych pieniędzy, których nie mamy i zakupić różne różowe różności.
No a czy to nie jest dziwne, że jeden człowiek ma w brzuchu drugiego? I ten drugi sobie żyje swoim płodowym życiem. A ten pierwszy się dziwi i czasami nawet tego boi. No bo jak to jest wszystko skonstruowane? To jakiś megakonstruktor wymyślił. A imię jego Pambuk.
nastąpiło o 00:43 0 komentarze
25 marca 2009
Takie tam w marcu jak w garncu
Nawet się nie obejrzałam, kiedy brzuchol mi urósł był dosyć znacznie, a dziecko się okazało płci lepszej, czyli ofkors kobiecej :)
Siedzę sobie na wsi tarchomińskiej i skupiam się na nicnierobieniu.
Tzn. nie do końca, bo się spełniam w roli kucharki i oglądaczki seriali.
No i wreszcie ruszyłam do przodu mój prodżekt. Ma ruszyć wg harmonogramu 1 maja, ale coś czuję, że święto pracy to nie do końca realna data.
W każdym razie, życie me płynie spokojnie i bez stresów większych, chociaż tych małych też kilka jest. Ujawnia się czasami mój problem z postrzeganiem siebie i własnej wartości, może wreszcie mi przejdzie, jak się pojawi istotka malutka, bo po prostu już nie będę miała czasu na takie egoistyczne rozkminianie.
Co do małżonka mego - chłop z niego dobry i porządny. A jak ostatnio rozmawiałam z mamą, to mi powiedziała, że nikt z rodziny się o mnie nie pyta, bo przecież mam dobrego męża i na pewno u mnie pełnia szczęścia. No cóż - jak się ma dobrego męża, to się człowiek zmienia w powietrze.
Dziubaski
nastąpiło o 15:24 0 komentarze
15 lutego 2009
Powroty i zmiany
Tak dużo się zmieniło :) Mieszkam w Warszawie, mam inne nazwisko i dziecko czasami kopie mnie w brzuch :) W środę poznamy jego płeć.
Mam zwolnienie i poświęcam się sobie. Czytam, śpię, wymyślam sobie rozrywki.
Jest nam tak dobrze, miło i przytulnie, że aż się zastanawiam, jak to możliwe, że można sobie z drugą osobą tak żyć.
Urządzamy teraz i planujemy. Wydajemy dużo kasy, której nie mamy :)
No i czekamy sobie.
A ja jestem spokojna, czasami dopada mnie myśl o magii, o tym, że rośnie mi brzuch, a tam jest nasze dziecko. Istota, która jest wynikiem miłości, naszego połączenia. I ono daje mi spokój, bo wiem, że wszystko jest tak jak miało być.
Nie chcę ulec paranoi ciążowej, nie chcę zatracić siebie, zasłonić słowem "matka" słowo "kobieta". Chcę, żeby nasze dziecko czuło wsparcie, żeby nasz dom był pełen światła i ciepła.
I czekam, aż Żwirek będzie z nami. Strasznie tęsknię za tym niegrzecznym małym łebkiem. Straszliwie.
nastąpiło o 23:14 0 komentarze