Nawet się nie obejrzałam, kiedy brzuchol mi urósł był dosyć znacznie, a dziecko się okazało płci lepszej, czyli ofkors kobiecej :)
Siedzę sobie na wsi tarchomińskiej i skupiam się na nicnierobieniu.
Tzn. nie do końca, bo się spełniam w roli kucharki i oglądaczki seriali.
No i wreszcie ruszyłam do przodu mój prodżekt. Ma ruszyć wg harmonogramu 1 maja, ale coś czuję, że święto pracy to nie do końca realna data.
W każdym razie, życie me płynie spokojnie i bez stresów większych, chociaż tych małych też kilka jest. Ujawnia się czasami mój problem z postrzeganiem siebie i własnej wartości, może wreszcie mi przejdzie, jak się pojawi istotka malutka, bo po prostu już nie będę miała czasu na takie egoistyczne rozkminianie.
Co do małżonka mego - chłop z niego dobry i porządny. A jak ostatnio rozmawiałam z mamą, to mi powiedziała, że nikt z rodziny się o mnie nie pyta, bo przecież mam dobrego męża i na pewno u mnie pełnia szczęścia. No cóż - jak się ma dobrego męża, to się człowiek zmienia w powietrze.
Dziubaski
25 marca 2009
Takie tam w marcu jak w garncu
nastąpiło o 15:24 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)