16 lipca 2009

Post factum

Retrospektywa w tym poście musi być. Bo tyle się wydarzyło w tym życiu Feminki...
Helena śpi obok mnie. Za oknem Iwonicz żyje swoim zdrowym życiem.
To może opiszę poród, bo poród był się odbył. I nawet brałam w nim jakiś udział.

O godzinie 23, tuż po wysłaniu mailem kosztorysu prodżektu, poczułam COŚ.
Wtedy postanowiłam udawać, że nic nie poczułam.
Ale za chwilę znowu poczułam COŚ.
I wtedy już wiedziałam, że odeszły mi wody.
Ale nadal się oszukiwałam.
No ale po chwili myślenia nad tym, że jakoś mi żal rozstawać się z tym wielkim brzuchem i że w sumie się jeszcze nim nie nacieszyłam, nadeszła panika.
Oświadczyłam Andinkowi i teściowi, że wody płyną i zaczęłam profesjonalnie trząść dłońmi i uginać nogi ze strachu.
Andi przytomnie zapakował sobie prowiant i dopiero po mojej delikatnej sugestii poszedł po torbę z rzeczami do szpitala.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w ciemną spokojną noc.
Droga kołysała mnie i koiła nerwy. Chyba zaczęły działać jakieś hormony, bo czułam się jak na lekkim haju.
I mówiłam do Andiego, że mogłabym tak jechać i jechać.
Ale przyszedł kres kołysania. Mama Andiego była akurat na dyżurze, więc towarzyszyła nam w szpitalnej wędrówce.
No i się zaczęło... Magiczne słowa Trakt Porodowy mogą spokojnie zamienić na: Magiczna Ścieżka Bólu Prowadzącego Do Kresu Zwanego Szczęściem. Skurcze bolą niesamowicie. Zamraczają. Rzucają na kolana przed matką naturą. Obdzierają ze słów: dziękuję, proszę. Każą mówić: pić, nie, każą krzyczeć. Każą szukać pozycji zwierzęcia. A potem bóle parte, które powodują, że czuje się smak i zapach bólu. Że jest się na granicy życia i śmierci, snu i aktywności, bezsilności i mocy.
A potem słowa: ona ma jasne włoski. I moje zdziwienie, bo myślałam o niej tylko w kategoriach ciemnowłosych. I potem rodzi się to małe ciałko. I czuje się ulgę. Potem coś płacze. I nie wie się, że to dziecko płacze. I kładą coś na brzuch. To jest lekkie i ciepłe. I nie wie się, co to jest, ale się to dotyka delikatnie. Potem to zabierają. I się zasypia. I się jest zszywanym. A potem przystawiają to do piersi. I się strasznie płacze. Bo się nie myśli, tylko czuje. Czuje się dużo i mało zarazem. Ale chce się płakać. I się płacze, a ono, ona właściwie je. I teraz już wiadomo, że to jest moje dziecko. Że było w brzuchu, że jest teraz obok. I się je kocha i znowu chce się płakać.
Kurde, niesamowite to było...

Potem w szpitalu pierwsza doba obolała. A potem z każdym dniem lepiej. Wyjście do domu i nauka wspólnego obcowania. I teraz leży obok mnie. Jest taka podobna do Andiego. Połączyła nas na zawsze.

Kot jest ostrożny. Boi się jej. Chorował, zatruł się czymś. Przytulamy go, bo nie chcemy, żeby go bolał tyłek po tym upadku z piedestału.

Nie wiem, czy to hormony, ale strasznie się wzruszam. Jak patrzę na te jasne włoski i maleńkie rączki, zaraz chce mi się płakać. Nie mogę w to wciąż uwierzyć, że jestem mamą...

0 komentarze: