Mija rok od czasu, kiedy dowiedziałam się, że będę mamą. Te dwie kreski na teście były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Andinek do mnie wtedy jechał z Warszawy i nie mogłam mu przez telefon powiedzieć, co się wydarzyło [wydarza właściwie]. No i dzwoniłam do niego i mówiłam: jedź spokojnie. Tylko jedź bezpiecznie. I on odpowiadał, że zawsze tak jeździ i co mi się stało, że tak gadam. No i gotowałam dla niego spaghetti i jak przyjechał to je jadł sam. Bo ja nie mogłam jeść z przejęcia. I jak zjadł, to kazałam mu otworzyć szafkę. I on otworzył. I wziął test do ręki. I zaczął pytać: czyli co? No i ja na to: no to. A on: czyli co? I ja: no to. I tak w kółko. Aż zapytał, czy jestem w ciąży, ja odpowiedziałam, że tak. I wtedy usiadł. I potem mnie przytulił.
I było trochę strasznie, a trochę nieokreślono magicznie.
A rano zadzwoniliśmy do jego mamy i krzyczała z radości do telefonu.
A potem byliśmy na Słowacji i w ogóle nie chodziliśmy do saun ani na basen.
Tylko byliśmy obok siebie i myśleliśmy, co to będzie.
No i był ślub i wesele. I Maroko. I przeprowadzka moja. I remont. I kopniaki Helenki. I oczekiwanie. I narodziny. I uczenie się macierzyństwa, rodzicielstwa.
No i teraz jesteśmy razem, nawet nie wiem, kiedy to wszystko się stało. Tak szybko mija czas.
Helenka śmieje się do nas, Helenka jest naszym cudem.
Naszym małym słoneczkiem w te zimne jesienne dni.
31 października 2009
Rok
nastąpiło o 02:10
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
ale Wam zazdroszcze. Fajnie się czyta takie słoneczne scenariusze, kiedy wokół strach i niepokój. Wszyatkiego naj:*
basiastar
Prześlij komentarz