..nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się rozpier....
No i masz babo placek, czyli grypę. Męki przeżywam, a w przerwach staram się funkcjonować. Teraz właśnie jest chwila tzw. dobrego samopoczucia, chociaż ten epitet jest nad wyraz przesadzony.
Na szczęście dzieć zdrowy, a i mąż nie zdradza symptomów chorobowych.
Mam wyrzuty sumienia [w chwilach zdychania], że tak mało działam, że przecież mogłabym tyle inicjatyw podejmować.
Ech.
Dobrze, że Andi mną się opiekuje. Fajnie mieć kogoś kochanego u boku. Pamiętam te chwile, kiedy bywałam sama. Wtedy było naprawdę ciężko, każdy problem wydawał się większy, każde zwątpienie przeradzało się w stan przeddepresyjny. Mimo rodziny i znajomych.
A wczoraj w fazie spadku gorączki oglądałam dwa fajne filmy dokumentalne [jedno z moich marzeń to kolekcja wszystkich dokumentów świata na półce]. Pierwszy opowiadał o cyrku, o smutku w nim właściwie. Już nie ma zbyt wielu chętnych na takie rozrywki, cyrk to w naszych głowach męczenie zwierząt i odrapane ławki. TVN-owski Mam Talent udowadnia jednak, że ludzie wciąż chcieliby oglądać cyrkowe sztuki, ale potrzebna jest tutaj głęboka zmiana. Inwestycje, remonty, może rezygnacja ze zwierząt, skoro ich życie w cyrku jest ciężkie..
Drugi dokument pokazywał coś, co mnie niesamowicie irytuje - własnoręczne i wzajemne chrzanienie sobie życia przez kobiety. Indie to kraj, w którym narodziny chłopca kobiety z danej wsi czczą przez tydzień tańcami, kiedy rodzi się dziewczynka, wszyscy są, lekko mówiąc, rozczarowani. Lekarze podczas USG nie mówią matce, jakiej płci dziecko urodzi, bo gdyby dowiedziała się, że będzie to dziewczynka, w zdecydowanej większości dokonałaby aborcji - a zastanówmy się teraz, w którym miesiącu można poznać płeć. Tutaj nie trzeba się zastanawiać, o co chodzi, bo oczywiście chodzi o pieniądze. Magiczne słowo klucz to w tym przypadku POSAG. Rodzina płaci go, kiedy wydaje dziewczynę za mąż, a potem do końca życia spłaca długi. Paranoja i kretynizm. I smutek i żal.
19 listopada 2009
Szlachetne zdrowie..
nastąpiło o 22:29 0 komentarze
11 listopada 2009
Mała wielka miłość
Coraz więcej Helenki. I nie tylko po kurczącej się zawartości półki widać [za małe ubranka trafiają do innej części szafy].
Słychać to, czuć. Bo moja córeńka tak do nas czasami mówi i śpiewa, piszczy i zgrzyta. Po swojemu, ale z mocnym postanowieniem przekazania komunikatu.
Jest obok mnie w nocy, czuję jej ciepło, słyszę jej wzdychania. To takie magiczne, takie cudowne.
Chciałabym jej dać wszystko. Chciałabym ją przykleić do siebie.
To niewyobrażalne, jak mocno kocha się dziecko.
Aż boję się przyszłości, bo jak ją uchronić przed smutkiem, przed bólem?
To część człowieczeństwa, wiem, że muszę to zaakceptować.
Mam nadzieję, że będzie do mnie zawsze przychodzić, że zawsze będę ją przytulać, że będę dla niej oparciem.
Kończę już pisać, bo właściwie już rano, a ja mam wenę zawodową i robiłam prezentację.
Trzeba iść pocałować gładkie czoło. Naćpać zapachem najpiękniejszym. I zasnąć.
A ostatnio rzeczywiście śnią mi się same ćpuńskie wizje..
nastąpiło o 04:36 1 komentarze