11 listopada 2009

Mała wielka miłość

Coraz więcej Helenki. I nie tylko po kurczącej się zawartości półki widać [za małe ubranka trafiają do innej części szafy].
Słychać to, czuć. Bo moja córeńka tak do nas czasami mówi i śpiewa, piszczy i zgrzyta. Po swojemu, ale z mocnym postanowieniem przekazania komunikatu.
Jest obok mnie w nocy, czuję jej ciepło, słyszę jej wzdychania. To takie magiczne, takie cudowne.
Chciałabym jej dać wszystko. Chciałabym ją przykleić do siebie.
To niewyobrażalne, jak mocno kocha się dziecko.
Aż boję się przyszłości, bo jak ją uchronić przed smutkiem, przed bólem?
To część człowieczeństwa, wiem, że muszę to zaakceptować.
Mam nadzieję, że będzie do mnie zawsze przychodzić, że zawsze będę ją przytulać, że będę dla niej oparciem.
Kończę już pisać, bo właściwie już rano, a ja mam wenę zawodową i robiłam prezentację.
Trzeba iść pocałować gładkie czoło. Naćpać zapachem najpiękniejszym. I zasnąć.
A ostatnio rzeczywiście śnią mi się same ćpuńskie wizje..

1 komentarze:

aga kacprzyk pisze...

Ładne, wzruszające:) Pozdrawiam serdecznie!
Leelooo