Tyle na głowie, a tak mało w głowie.
Ech.
Wraz ze starzeniem się skóry, zmienia się moje myślenie. Niestety brak tu reguł - jedne rzeczy się upraszczają, inne komplikują, gmatwają i stają mniej oczywiste.
Trudno mi ostatnio ogarnąć czasoprzestrzeń.
Jak tu ustalić priorytety? Niby uczyli na szkoleniu, ale teraz nie potrafię wybrać, co jest dla mnie lepsze, w którą siłę mam inwestować energię.
Idę po loda do kuchni.
Mmmm.
No dobra. Kontynuacja autoanalizy.
Błyskają mi w głowie genialne myśli, ale jak tu przekuć je na realny grunt, skoro błyska, a ja się gapię, bo ładnie wygląda.
Już wiem, co mnie wkurwia! Pomogło zjedzenie połowy loda.
Bo ja sama nie wiem, gdzie jestem.
Ani w smutku, ani w szczęśliwości. Jest mi dobrze, ale nie ekstatycznie, ale też nie jest negatywnie.
Taki stan, jak naleję zbyt chłodnej wody do wanny, takiej, jaką lubi Andi.
Nie jest mi zimno, ale nie ma relaksu.
Co tu zmienić, jak ulepszyć, jak rozwinąć siebie?
Książki, podróż, kłótnia, miłość, jak skatalizować sobie w głowie substancję?
Tak często słyszę od innych, że jestem inspiracją. Jak to przemienić na moją skuteczność?
Nie myję dzisiaj zębów. Wbrew regułom i dla uczczenia słodyczy w moich ustach.
3 października 2010
Autoświat
nastąpiło o 01:37
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
wiele skutecznych osób nie jest nawet cieniem inspiracji, może to powinno Ci wystarczyć
Ale w taki sposób czuję się przedmiotem, a chcę być podmiotem, a przynajmniej orzeczeniem...
kupujesz jeszcze zdrapki?
Kupiłam niedawno. Wygrałam złotówkę.
Prześlij komentarz