Noc. Dziecko ululane na kanapie u mojego boku. Choinka błyszczy i wcale nie zdradza sędziwego wieku bombek. Helenka jej nie masakruje - skończyło się na stłuczeniu 3 sztuk podczas ubierania, wrzuceniu mi do wanny 2 kolejnych (ale nie ucierpiały) oraz skrytożerczym wyskubaniu pralinki z papierka.
A dzisiaj Wigilia była piękna. 4 pokolenia przy stole, czytanie Biblii, śpiewanie kolęd. Taka tradycja, której brakuje w mojej rodzinie. Bo wszyscy się rozrośli, porozjeżdżali...
No i prezenty - tak dużo ich, a każdy z serca i z uśmiechu.
Andi ma wspaniałych rodziców. Kiedyś myślałam, że to niemożliwe, żeby mówić "mamo, tato" do obcych w gruncie rzeczy ludzi. Dzisiaj wydaje mi się to bardzo naturalne.
Znowu jakoś sentymentalnie tutaj się robi. Czyżby kolejny etap starzenia się Feminki?
Jutro do domu - tego rodzinnego. Pobyć z mamą, z tatą, z bratem i psem. I z resztą rodziny, za którą się stęskniłam. Wyłudzić od babci przepis na ciasto drożdżowe, chociaż i tak nie wyjdzie mi takie samo.
Kupiłam sobie lampkę do laptopa - bezkarnie będę ślęczeć w nocy nad tekstami, kombinacjami. Dlaczego tak dobrze mi w nocy? Przecież kocham wschody słońca - tzn. te nieliczne, których doświadczyłam :)
Może kiedyś mi się odmieni, ale walka ze sobą niestety wciąż przegrana.
Pora iść do łóżka.
Kończę ten wpis o niczym. Ale tak naprawdę o wszystkim.
25 grudnia 2010
Z rozmyślań pod choinką
nastąpiło o 01:06
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz