10 stycznia 2011

Zatokowy ból głowy

Padam na tak zwany pysk.

Spacerując dzisiaj po rodzinnych okolicach zobaczyłam zjawisko niezwykłe - grupkę kilkunastolatków, którzy w sposób kulturalny rozmawiali sobie idąc. Nie mogłam uwierzyć w brak przekleństw, poprawność językową i generalnie sympatyczną aurę jak z książek Małgorzaty Musierowicz. Dostrzegłam jednak COŚ - małe słuchawki w uszach każdej z tych osób. Niedosłyszących osób.
I wtedy mi się poukładało.

Ale dlaczego tak jest? Że miłe są dzieci chore, skrzywdzone jakoś tam przez los?
Czytałam wczoraj reportaż o więźniach w hospicjum. Jak płaczą, zmieniają się, resocjalizują myjąc schorowane ciała tych najbardziej bezbronnych.

Choroba i śmierć uczą pokory.

1 stycznia 2011

Leniwy krok w Nowy Rok

I hop. 2011.
Jeśli pierwszy dzień roku zapowiada kolejne 364, będzie leniwie, śpiąco, rodzinnie, smacznie i marzycielsko.
No mogłoby być trochę bardziej pracująco ;)
Czas na noworoczne postanowienia:
1. angielski do apdejtu
2. biznes do uruchomienia produkcji
3. mj do uruchomienia
4. zjazd dziewczyn w Iwo
5. zapuszczenie włosów
a poza tym troszkę cichutkich marzeń, których głośno wymówić nie można, co by nie zapeszyć.

A jaki był 2010 rok z perspektywy? W sferze publicznej - wiadomo. W tej prywatnej dosyć spokojny, domowy. Helenka bardzo się zmieniła. Biega, bawi się, zaczyna mówić. Zaczynamy poznawać jej osobowość, widzimy jej wybory, poznajemy ulubione i te mniej lubiane sprawy.

No to tyle na dziś.
A - byłabym zapomniała - Niech się darzy!