Padam na tak zwany pysk.
Spacerując dzisiaj po rodzinnych okolicach zobaczyłam zjawisko niezwykłe - grupkę kilkunastolatków, którzy w sposób kulturalny rozmawiali sobie idąc. Nie mogłam uwierzyć w brak przekleństw, poprawność językową i generalnie sympatyczną aurę jak z książek Małgorzaty Musierowicz. Dostrzegłam jednak COŚ - małe słuchawki w uszach każdej z tych osób. Niedosłyszących osób.
I wtedy mi się poukładało.
Ale dlaczego tak jest? Że miłe są dzieci chore, skrzywdzone jakoś tam przez los?
Czytałam wczoraj reportaż o więźniach w hospicjum. Jak płaczą, zmieniają się, resocjalizują myjąc schorowane ciała tych najbardziej bezbronnych.
Choroba i śmierć uczą pokory.
10 stycznia 2011
Zatokowy ból głowy
nastąpiło o 02:28
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz