10 stycznia 2011

Zatokowy ból głowy

Padam na tak zwany pysk.

Spacerując dzisiaj po rodzinnych okolicach zobaczyłam zjawisko niezwykłe - grupkę kilkunastolatków, którzy w sposób kulturalny rozmawiali sobie idąc. Nie mogłam uwierzyć w brak przekleństw, poprawność językową i generalnie sympatyczną aurę jak z książek Małgorzaty Musierowicz. Dostrzegłam jednak COŚ - małe słuchawki w uszach każdej z tych osób. Niedosłyszących osób.
I wtedy mi się poukładało.

Ale dlaczego tak jest? Że miłe są dzieci chore, skrzywdzone jakoś tam przez los?
Czytałam wczoraj reportaż o więźniach w hospicjum. Jak płaczą, zmieniają się, resocjalizują myjąc schorowane ciała tych najbardziej bezbronnych.

Choroba i śmierć uczą pokory.

0 komentarze: