5 marca 2011

Dystans

Im jestem starsza, tym bardziej się oddalam. Od innych ludzi. Innych niż najbliższa rodzina. A nawet w jej przypadku dystans jest całkiem spory. Może na tym polega dojrzewanie - że jest się coraz dalej od innych? Ale co jest na końcu w takim razie?

Jednocześnie jestem tak blisko Heleni i Andiego. Takie mentalne nasze zasilikonowanie.

Mam dużo pracy, lista to do nieustannie pełna. A za oknami czary mary. Piękne sobie miejsce wybraliśmy na oddychanie. A jutro na śniadanie zjem kanapki z masłem orzechowym. Które nota bene zawsze już mi się będzie kojarzyć z dentystą sadystą, którego gabinet był tuż obok ekologicznego sklepiku z takim masełkiem.

Przeczytałam dziś w Zwierciadle, że kiedyś ludzie dzielili dobę na trzy części - aktywną, czyli pracę; sen, czyli sen i kontemplację, czyli zastanawianie, kontakt z naturą i inne cudowności. Taka będzie moja niedziela. Bo jutro Matki Polki pracują na satysfakcję.

Zasypiam.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

hmm... ładny wpisz. szkoda i nie szkoda tego oddalenia.