Mój mąż mi pokazał mikrofon. On taki ma i takie występują najczęściej w filmach. I na koncertach u dobrych muzyków. Ten mikrofon jest niby zwyczajny, a jednak to klasa sama w sobie.
Jest tak dobry, że ma ileś tam lat, a nadal produkcja idzie pełną parą.
Bo z mikrofonem jak z bronią. Po prostu czasami się zajebiście uda.
Ale dlaczego tak obcesowo? Dlaczego o mikrofonie?
Nie wiem.
Czytam Bluszcz namiętnie, pasjami. Czytam i Bogu dziękuję za intelektualistów.
Lato prawie przeminęło. Lato pełne os. Wypełniony nimi nawet lokalny szmateks. Miejsce moich poszukiwań i połowów.
Wypełnione sklepy i deptaki. Czasami też nasza kuchnia.
A ja jestem pełna nadziei. Nadziei? Czekam po prostu. Czekam na mój kolejny cud.
Bo pierwszy śpi właśnie po ciężkim dniu rysowania, biegania i niezrozumiałych opowieści.
W głowie kiełkują mi zdania do książki. Błyskają gdzieś tam obrazki motywów.
Czy to uda się posklejać w sensowną całość?
A ustawa nakazała i są nowe plakietki w telewizorze. Wyraźnie mówią, co dla dorosłych, a co dla dzieci.
Mnie najbardziej odpowiada plakietka z liczbą 12. Czy to wiek mojego mózgu?
28 sierpnia 2011
Kwestia mikrofonu
nastąpiło o 21:54 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)