13 czerwca 2012

Pomiędzy półkami

To Feminki tak długo nie było? A co ona robiła? O czym śniła i marzyła? Coś zaczęła, coś zechciała. Myśli, smuci, śmieje siebie się. Patrzy w tył i w przód i w bok. I rozmyśla, czego chce. Boli głowa przez zatoki. Pisze czasem. Pisze w przerwie. Między życia jednym i kolejnym odcinkiem. Czyta Bluszcz, pochłania bluszcz. A przecież to trucizna. Ale czym jest życie bez ciemnych zakamarków? Bez trucizny, stresu, żalu? Czy da się być człowiekiem w pełni, jeśli nad głową świeci neon "happy"? Tak wiele kobiet ucieka w macierzyństwo. Ono je definiuje. Ono nadaje im rys. Nadaje im cechy tak bardzo potrzebne. I dlatego tak smutne kobiety są wtedy, gdy dzieci wyfruną sobie w świat. Bo zostaje puste pole "tagi". Trzeba tworzyć. Nie dla innych - dla siebie. Trzeba wyszywać serwetkę haftem krzyżykowym. Albo pisać na starym rachunku wiersz infantylny o wróblu. Robić zdjęcia komórką. Układać bukiety z trawy. I potem siedzieć i być kurewsko dumną.

0 komentarze: