6 kwietnia 2013

Post poranny

Leżę w łóżku, ziewam, lepię garnek z gliny na ipadzie. Czeka na mnie dzień, aż wstanę wreszcie. Wstaniesz wreszcie? Jeszcze chwilę mamo. Tak było.
Bo teraz nikt mnie nie naciska w tej kwestii porannej. A ja mam poczucie, ciśnienie wewnętrzne, żeby jednak wstać. Co dzisiaj na śniadanie? Może chleb z nutellą, zgrzeszymy na całego. Czy moją energię, pochodzącą z nutelli kieruję w dobrą stronę? Czy biznes to jest to, co feminka czynić powinna i uprawiać co dnia? A może ten plik drapiący sumienie, w którym są spakowane zipem białe kartki powinien być na miejscu pierszym i szczycie piramidy to do? Jak to przełamać? Może zbyt mało zakazów?

Wolność generuje pomieszanie priorytetów. Możemy, więc pływamy tu i tam. Zamiast unikając mandatu za wpłynięcie na teren płaszczek, zmierzać w jedynym słusznym kierunku. I marzyć o swobodnym pływaniu tu i tam.

Czy ja wiem, o co mi chodzi?

Na pewno o słodycz w ustach.