Leżę w łóżku, ziewam, lepię garnek z gliny na ipadzie.
Czeka na mnie dzień, aż wstanę wreszcie. Wstaniesz wreszcie? Jeszcze chwilę mamo. Tak było.
Bo teraz nikt mnie nie naciska w tej kwestii porannej.
A ja mam poczucie, ciśnienie wewnętrzne, żeby jednak wstać.
Co dzisiaj na śniadanie?
Może chleb z nutellą, zgrzeszymy na całego.
Czy moją energię, pochodzącą z nutelli kieruję w dobrą stronę? Czy biznes to jest to, co feminka czynić powinna i uprawiać co dnia?
A może ten plik drapiący sumienie, w którym są spakowane zipem białe kartki powinien być na miejscu pierszym i szczycie piramidy to do?
Jak to przełamać?
Może zbyt mało zakazów?
Wolność generuje pomieszanie priorytetów. Możemy, więc pływamy tu i tam. Zamiast unikając mandatu za wpłynięcie na teren płaszczek, zmierzać w jedynym słusznym kierunku. I marzyć o swobodnym pływaniu tu i tam.
Czy ja wiem, o co mi chodzi?
Na pewno o słodycz w ustach.
6 kwietnia 2013
Post poranny
nastąpiło o 09:26 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)