29 lipca 2013

Ten wpis zakończyłam kichnięciem

Kiedy poczułam tą siłę, która zgarniała mnie na dół.
Kiedy racjonalnie myślałam, czy nie myślę nieracjonalnie.
Kiedy patrzyłam na drzewa za oknem karetki.
Waga waha się.
Ja jestem nią.

A teraz jestem tutaj i wypiłam sok z alkoholem, alkohol z sokiem może. Proporcje nie są istotne tak bardzo.
I zastanawiam się nad punktami odniesienia. Czy reakcje są właściwe i potrzebne, bo sygnały są, impulsy są. Ja jestem i świat.
Czy reagować, jak to zrobić?
Czy moje emocje z czarnej strony życia powinny wyjść, czy tutaj lepiej zagrać pewność siebie, akceptację, może nawet obojętność?
Widzę drugie dno, piszę o nim także.

Wszystko ostatnio sprowadza się na dół.

A moja córka jest taka mądra. Przenikliwa. I czuje tak dużo.
Mój strach jest wielki. Czy ona czuje moją miłość? Czy ona czuje ją z taką mocą, z jaką bije moje serce?

Wszystko jest pomieszane w moim dążeniu naprzód. Te resztki ułożonych aktywności wiszą jak na włosku. Wciąga mnie środek, wnętrze moich myśli. Just do it na mnie nie działa. Nie robię tych wszystkich czynności. Ostatecznie zmuszają mnie okoliczności.
Czytam w nocy książkę. Śnię.
Naprawiam ciało.
Smucę się i pękam z radości.
Żyję.
Żyję?

0 komentarze: