25 czerwca 2018

Life

Ojej, jaka przerwa w feminkowym bazgraniu klawiszami, pikselami!
Ale jestem, oddycham, myślę i patrzę.
Długa droga za mną, taniec w ciemnej jaskini, wędrówka w kierunku światła.
Praca, praca nad sobą. Mozolna i katorżnicza.
Już nie chcę lajkowania moich poczynań, odpuściłam miłe usposobienie za wszelką cenę.
Pani asertywność zamieszkała w mojej głowie. Dobrze mi z tą siłą, która zakwitła. Kolejna przemiana po 7 latach? Chyba tak.
Pokonałam wiele potworów. Pogłaskałam siebie sprzed lat.
Jestem w pracy, sama, przy moim białym biurku. Kocham czystość tego miejsca. Kocham playlistę ze Spotify. Patrzę na przechodniów, na ich uśmiechy i zatroskane miny. Na starych i młodych. Wszystko zalane zielenią. Pięknie jest za oknem. Mały świat, który ja też tworzę.
Ludzie dobrzy i źli. I cała masa pomieszanych. Piętro wyżej gra muzyka. Wieczorem będą tańczyć kuracjusze. Ich serca na chwilę staną się młode. A może serca się nie starzeją?