No dzisiaj to na serio jestem podjarana :)
Od samego rana, a nawet od nocy [uprzedzam domysły - byłam sama z kotem nieodłącznym].
Wczoraj ostatecznie zamknęłam drzwi poprzedniego mieszkania. Samodzielnie wniosłam i zniosłam pozostałe graty [policzyłam i wyszło ponad 1000 stopni]. Zakwasy miło przypominają mi o tym, że mam jakieś mięso na sobie.
I poczułam się jak w domu. Wreszcie, nareszcie. Sprzyja temu też aura. Mieszkanie stało się miejscem odciętym od zewnętrza. Zamknięte drzwi balkonowe i kuweta wniesiona do środka. Ciepło, światło.
Wracając, dzisiaj od rana jest we mnie energia. I uśmiech. Bo planujemy biznesy z Karolajną i Wojtkiem. Bo mam Andiego.
No tak się nasycam tym faktem, że aż się uśmiecham głupkowato za moim zakurzonym hapekiem.
To jest wspaniałe wiedzieć, że się kogoś kocha. I to kocha z całych sił. Dzisiaj mija 4 miesiąc od naszego zetknięcia tokajskiego :)
W pracy jakoś leniwie dzisiaj. Popisałam, porobiłam. Myślę już o urodzinach. Strasznie fajnie będzie się spotkać z emigracją warszawską, ex-studentkami i całą resztą znajomości.
Pozdro.
:D
Aha - na szkoleniu ostatnio powiedziałam, że jestem jak sokowirówka - bo z wielkim hukiem i niezliczonymi procesami czynię rzeczy wartościowe. Tak sobie egocentrycznie pojechałam, a co!
22 września 2008
Sokowirówka działa
nastąpiło o 12:27
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz